Wiesz, w tym tygodniu moje serce boli jakoś bardziej. Nie wiem, czy to Twoja zasługa (może też myślisz o mnie cały czas?), czy po prostu coraz intensywniej czuję Twoją nieobecność, a Ty jesteś wszędzie. Nawet tam, gdzie nie ma prawa Cię dostrzec. I tak mozolnie buduję każdy dzień, z ogromnym wysiłkiem, wykonując czynności takie jak: wstać, zjeść, pójść, wrócić, wykąpać się, i iść spać.
Otacza mnie Twój brak i niezrozumienie innych, bo przecież nikt nawet nie pomyśli, że osoba taka jak ja może mieć jakiekolwiek problemy, a co dopiero złamane serce. Z przyklejonym uśmiechem, żartem na każdą okazję, pomocną dłonią, błyskiem w oku. Tylko nie wiedzą, że to nie żaden błysk, lecz łza próbująca nieustannie wydostać się na zewnątrz.
Ja ciągle siebie oszukuję, wiesz? Że to chwilowe, że zaraz się odezwiesz i powiesz: „Ej, może już skończymy tę grę zwaną rozstaniem, przecież oboje wiemy, że to błąd. Proszę Cię…”
I wszystkie moje mury runęłyby w sekundę..

Dodaj komentarz