Najtrudniejszą decyzją nie było odstawienie alkoholu. Organizm sam krzyczał „dosyć!”.
Najtrudniejsze było to, że nic nie przyszło w zamian.
Nie pojawiła się radość.
Nie było nagłego spokoju.
Nie było nowego życia.
Była pustka. I zmęczenie. I emocje, które wcześniej dało się wyciszyć jednym gestem.
Trzeźwość nie okazała się nagrodą. Okazała się odsłonięciem.
Okazało się, że alkohol nie był problemem samym w sobie. Był rozwiązaniem. Niedoskonałym, destrukcyjnym, ale jedynym mi znanym.
Kiedy go zabrakło, wszystko wyszło na powierzchnię. Nikt nie może być na coś takiego przygotowany.
I właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa praca. Bez oklasków. Bez spektakularnych zmian.
Dzień po dniu. Bez znieczulenia.
Trzeźwość nie daje ulgi.
Daje obecność.
A obecność bywa trudniejsza niż ucieczka.

Dodaj komentarz