Najtrudniejszą decyzją nie było odstawienie alkoholu. Organizm sam krzyczał „dosyć!”.

Najtrudniejsze było to, że nic nie przyszło w zamian.

Nie pojawiła się radość.
Nie było nagłego spokoju.
Nie było nowego życia.

Była pustka. I zmęczenie. I emocje, które wcześniej dało się wyciszyć jednym gestem.
Trzeźwość nie okazała się nagrodą. Okazała się odsłonięciem.

Okazało się, że alkohol nie był problemem samym w sobie. Był rozwiązaniem. Niedoskonałym, destrukcyjnym, ale jedynym mi znanym.
Kiedy go zabrakło, wszystko wyszło na powierzchnię. Nikt nie może być na coś takiego przygotowany.

I właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa praca. Bez oklasków. Bez spektakularnych zmian.
Dzień po dniu. Bez znieczulenia.

Trzeźwość nie daje ulgi.
Daje obecność.
A obecność bywa trudniejsza niż ucieczka.


4 odpowiedzi do „Trzeźwość bez ulgi”

  1. Awatar kliMS
    kliMS

    Piękny wpis,.dziękuję ❤️

    1. Awatar Alone

      Dziękuję 🙂

  2. Awatar doyota
    doyota

    Zaraz Ci powiem, czego Ci życzę, to życzenie w szczerości i cichości, bez rad jak to zrobić. Moje rady, przynajmniej dziś, są dla Ciebie nieprzydatne więc radzić nie będę. Będę życzyć.
    Abyś zrozumiała czym jest Obecność. Bo ta prawdziwa nie jest gorsza od ucieczki. To najwspanialsza „faza” jakiej istota może doświadczyć. To jest poczucie bezpieczenstwa i spełnienia wielopoziomowego. Wtedy stajesz się sama bezpieczeństwem i spełnieniem. To taki stan. Skończony. Bez dodatków typu, ach jak super tylko szkoda, że…(Ciebie obok nie ma). Tego Ci życzę.

    1. Awatar Alone

      Dziękuję ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *