Co może stać się Twoim najlepszym przyjacielem, gdy czujesz tylko samotność? Telewizor.

Nowy fakt z mojego smutnego życia: zakup mieszkania na kredyt, do którego można było się wprowadzić dopiero od początku lutego, więc do 31 stycznia nadal mieszkałem w wynajmowanym.

Będąc w szale przenoszenia rzeczy z jednego mieszkania do drugiego, udało się załatwić, że wielkogabarytowe przedmioty przewiozą znajomi, bo mają odpowiedni samochód, ale musiał to być początek tygodnia, poniedziałek, bo później nie mają już czasu. Super, zawsze to kilka groszy zaoszczędzonych na firmie przeprowadzkowej. Takim gabarytem u mnie było duże łóżko i spory telewizor. Kiedy zniknęła radość z bezinteresownej pomocy? Bardzo szybko, bo już wieczorem tego samego dnia.

Okazało się, że w mieszkaniu jest tak cicho, nikt do mnie nie „gada”. Zaskoczyło mnie to szalenie, bo moim hasłem, gdy ktoś poruszał temat telewizji, było: nie oglądam, mam TV, ale tak naprawdę nie wiem po co, włączam czasami, żeby coś tam w tle leciało albo gdy chcę obejrzeć coś na platformach streamingowych. Ale ogólnie… zbędna rzecz!

Nastąpiło uświadomienie, że telewizor był włączany każdego dnia około godziny 18:00 nie po to, by coś oglądać, ale po to, by krzątając się i robiąc milion innych rzeczy, ktoś w tym mieszkaniu „gadał”.

Zatem czas od poniedziałku do piątku był wypełniony niepokojem i jeszcze większą samotnością. Tak można przeżywać nieobecność sprzętu.

Żałosne? Może…

Ale cieszę się, że mój techniczny towarzysz dzisiaj będzie już ze mną i będzie zagłuszał ciszę swoim „gadaniem”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *