Niebezpieczeństwem związanym z samotnością jest to, że można łatwo wrócić do picia. Takiego bez ograniczeń, bez kontroli, a co najważniejsze, bez oceny. Kiedyś to było moje marzenie, siedzenie w bezludnym mieszkaniu z piwem przed komputerem albo telewizorem, w spokoju i wstydu. Pochłanianie, najlepiej w piątek, kilku piw aż do odcinki. Takie wyczekiwane święto. Trzeba naprawdę uważać o czym się marzy, bo jeszcze się spełni.
Owe święto mam teraz cały czas, nie ma nikogo obok, tylko celebrować..
Tylko dlaczego czuję, że już nie mogę?
Może dlatego, że jeszcze pamiętam jak ciężko było wytrzymać chociaż jeden dzień bez piwa, a nie pije już osiem miesięcy. Długo? Dla osoby walczącej z nałogiem, będącej na starcie tak, ale dla osób z większym stażem niewiele. Ciągle jest walka o jeden dzień, tylko ten, konkretny. Bo okazji by się napić jest wiele. Czy nie nasuwa się pytanie chociażby dzisiaj: to z Nami w Sylwestra się nie napijesz? Nawet szampana? Przecież to nie alkohol.
A w mojej sytuacji: to będąc w pustym mieszkaniu nie chcesz uczcić nadchodzącego Nowego Roku? Załagodzić bólu? Poczuć ulgi? Chociaż chwilowej? No dalej, nalej sobie. Wiesz, tylko jeden kieliszek albo jedno piwo, a później się zobaczy..
Tylko nigdy w przypadku alkoholików nie ma czegoś takiego jak jedno piwo, jeden drink, jeden kieliszek. Umiar nie istnieje..
Taka jest prawda.

Dodaj komentarz