Samotność nie przyszła nagle, każdego dnia wdzierała się przez uchylone drzwi, aż udało jej się wtargnąć i rozgościć.
Najpierw była ulgą, taką ciszą po burzy. Brakiem napięcia i odpoczynkiem.
Potem zaczęła boleć, bo okazało się, że nie ma się za czym schować.
W samotności wszystko słychać głośniej. Myśli, które wcześniej zagłuszał ktoś obok. Emocje, które nie miały miejsca. Pytania, których nie chcesz sobie zadawać.
I wtedy pojawił się lęk, że już tak zostanie. Może coś ze mną jest nie tak? Tak, na pewno ze mną coś nie tak..
Z czasem jednak zaczynasz rozumieć, że samotność nie zawsze jest karą.
Czasem jest konsekwencją, a czasem przejściem.
Jedyną przestrzenią, w której można w końcu zobaczyć siebie bez zniekształceń. Czy chcesz to zobaczyć? To już zupełnie inna sprawa.
Nie ma w niej nic romantycznego. Ale jest prawda.
A prawda, choć niewygodna, potrafi być początkiem. Taką mam przynajmniej nadzieję.. tylko, czy na pewno ją mam?

Dodaj komentarz