Nie ukrywam, że nadzieja była ogromna, że napiszesz dziś, wiesz? Ale to taka z kategorii: mam nadzieję, że wygram w Lotto. Coś nierealnego.
Ale jest też we mnie ponowna walka, bo z drugiej strony był lęk, że napiszesz. Nie mam jeszcze w sobie siły, by odpowiedzieć obojętnie i trzymać się postanowienia, że już nie jesteśmy razem. Nie ma we mnie przestrzeni na dystans wobec Ciebie. Czuję tylko ból Twojej nieobecności.
Największym błędem wczorajszego wieczoru było przeglądanie rzeczy z okazji Walentynek od Ciebie. Wiesz, ile tam jest pięknych słów dotyczących Naszego uczucia? Ile tam zapewnień, że będziesz zawsze? Jak w piosence Pezeta: „Wiesz, to rany mi otwiera bez skalpela…”. Nie wiem, dlaczego sobie to robię…
Ostatnio, słuchając wywiadu z Julią Izmałkową, padły mniej więcej takie słowa: wiesz, co jest dowodem na to, że kocham tego człowieka miłością absolutną? Prawdziwą? Że chcę być z tą osobą nawet w przyszłym życiu.
To mnie trochę trzyma przy życiu, wiesz? Może teraz nam się nie udało, ale w przyszłym życiu zrobię wszystko, by Cię odnaleźć i już nie stracić…

Dodaj komentarz