Czy skończy się kiedyś walka ze sobą i myślą: w sumie po co wstawać z łóżka? Przewijam szybko dzień, jak film, by móc jak najszybciej się w nim położyć, uciec, odpocząć i modlić o.. właśnie o co?

Modlitwa była obecna w dzieciństwie. Ale to były raczej bezmyślnie powtarzane słowa, i tylko dlatego, że „Bozia” patrzy, słucha. Nie można rozgniewać brakiem tych kilku słów, na kolanach, przy łóżku.

Teraz jest inaczej. W ciszy, totalnej ciemności, z pełnym przekonaniem, w głowie, nie na głos, modlę się do Siły Wyższej. Dzielę to na dwa etapy. Pierwszy to tradycyjne modlitwy: Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Modlitwa do Świętego Michała Archanioła. Na koniec za wszystkich zmarłych, czyli: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju.” (kiedy napiszę dlaczego). Drugi etap dzieli się na trzy podetapy.

Pierwszy: dziękuję za..
Tu wymieniam w myślach te drobne, dobre rzeczy, które przytrafiły się w ciągu dnia, bo podobno z tego składa się szczęście. U mnie póki co nic się nie składa. Ale dziękuję.

Drugi: przepraszam..
Tu niezmiennie, Ciebie. Wiesz? Może Bóg Ci przekaże, jakoś, może we śnie.

Trzeci: proszę o..
Również stałe słowa: by postawił na Twojej drodze kogoś wartościowego (mimo, że sama myśl o tym, że ktoś jest obok Ciebie, tak jak kiedyś ja, miażdży mi serce, ale tu już nie o mnie chodzi, a o Ciebie). By obdarował szczęściem, bo tylko na to zasługujesz. Myślę, że nie ma drugiej osoby na świecie, która tak jak Ty na to zasługuje..

Amen.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *