Ludzie mądrzejsi ode mnie, którym na mnie zależy, nieustannie zasypują mnie radami typu: zwolnij, odpocznij, świat się nie zawali, jeśli nie zrobisz tego czy tamtego. Ale mając tak trudny charakter jak ja, połączony z ADHD (w checkliście dotyczącym tego zaburzenia pojawiłoby się wszędzie „✓”), cholernie trudno zastosować te rady, mimo że wiem, że tego właśnie potrzebuje mój organizm. Co znaczy trudny charakter w moim przekonaniu? To walka wewnętrzna ze sobą, jakby posiadanie dwóch osób w środku, które cały czas się ze sobą kłócą. Zobrazuje to obecną sytuację życiową, czyli wprowadzenie się do nowego mieszkania. Nowego w sensie zmiany, a nie stanu budowlanego czy technicznego, bo tu do „nowości” jest daleko.
Jedna osoba mówi: wypij rano w 5 minut kawę i bierz się do roboty, zobacz… rurki od ogrzewania całe w jakiejś farbie, przecież to można usunąć nożem, drucikiem, rozpuszczalnikiem. Jak możesz pić kawę aż 5 minut, patrząc na te rurki? Ogarnij to, a potem ze spokojem sobie pij. Poza tym listwy przypodłogowe to samo, ktoś malował i nie zabezpieczył. A w łazience? W ogóle nieogarnięte! Jak inaczej by wyglądała, gdyby chociaż te rurki zostały pomalowane na biało. Już pomijam wszystkie inne, miliony wręcz czynności do zrobienia. A ty pijesz kawę mając urlop! Kiedy to zrobisz? Jak wrócisz do pracy? Przecież wiesz, że nie, bo obowiązki, bo pies, bo rodzina, bo coś… Zostaw tę kawę i do dzieła!
A druga mówi: czy znajdziesz wśród najbliższych, normalnych osób takie, które mając urlop tak naprawdę odpoczywają tylko w czasie picia kawy? Fizycznie odpoczywają, bo słuchając poprzedniej osoby wiadomo, że psychicznie nie. Które całe dnie zajeżdżają się na maksa i wieczorem padają na twarz ze zmęczenia? I tak spędzają nie dzień, nie dwa, nie tydzień. Ten tak intensywny czas trwa prawie dwa lata! I ty się dziwisz, że kręgosłup nie wyrabia? Że brak w tobie radości? Wypij w spokoju tę kawę! Nie myśl o tym, co trzeba zrobić! Wycisz się, wyluzuj, spędź cały dzień… dobrze, mówmy na początku o rzeczach realnych – godzinę lub dwie na nicnierobieniu. Albo rób to, co pomaga twojej głowie. Czytaj książkę! Przecież tak lubisz.
Jak się kończy ta wewnętrzna wojna? Wygrywa pierwsza osoba. A jaka jest konsekwencja? Pojawiają się głody alkoholowe. Mózg, próbując wzmocnić drugą osobę, podsuwa rozwiązanie: znieczulenie, chemiczne wymuszenie zatrzymania mnie w miejscu, bez myślenia, bez działania, po prostu picie piwa przez kilka godzin, co spowoduje, że zrezygnuję z innego działania. To złudne, oczywiście. Bo może głowa zalana alkoholem wyluzuje, ale przecież organizm później walczy jak szalony, by się pozbyć toksyn. Mimo tej świadomości głody nasilają się z każdym dniem i wszystko we mnie krzyczy: idź po piwo, wino, wódkę, cokolwiek. I zresetuj się, po prostu…
A póki co.. Trzeźwych 24.

Dodaj komentarz