W ramach walki z alkoholizmem mam taką aplikację w telefonie. Skupia osoby posiadające różnorakie uzależnienia, m.in od alkoholu. Można rozmawiać w formie pisanej z innymi, wspierać się i czerpać wzorce od tych, którzy jakoś sobie radzą. W tej aplikacji można również odliczać dni (są nazwane kamieniami) bez używki, która nas zniewala. Ostatnio wpadł kamień: 290 dni. Moje wnioski z racji tej małej rocznicy:
1.Totalna świadomość problemu. Przez pewien czas było przekonanie, że to już za mną. Że problemu brak, bo zajęć tyle, iż nie ma nawet chwili na myślenie o piwie. A jednak pod koniec roku nastąpiło wpadnięcie w jakąś ciemną przestrzeń i do dziś nie ma z niej wyjścia. Jest myśl – a właściwie pewność – że gdyby nie było tyle na głowie i gdyby nie była konieczna stuprocentowa przytomność, dawno już pojawiłoby się szukanie złudnego ukojenia w piwie. Mimo świadomości, że to droga prowadząca jeszcze bardziej w dół…
2. Schowanie się i strach przed wyjściem. To nie jest poradzenie sobie z problemem alkoholowym, a schowanie się przed nim. Jak? Poprzez unikanie spotkań. Mimo 290 dni bez piwa wiem, że gdyby dziś doszło do spotkania z ludźmi z pracy (piwo, kręgle), to na pewno nastąpiłoby złamanie abstynencji. Na sto procent. I zapewne byłoby ostro, bo pragnienie resetu jest ogromne. Konsekwencje zeszłyby na dalszy plan. Resztkami sił wybierana jest trzeźwość, a zatem i izolacja w domu. A to z kolei też nie jest dobre…
3. Żeby nie było tak depresyjnoalkoholowo. Od wczoraj doszło jeszcze jedno wydarzenie – zakup mieszkania, czyli posiadanie jak to mówi moja Mama: „własnego domu”. To znaczy razem z bankiem, ale to się nie liczy. Plusy? Trochę radości z tego powodu. Minusy? Wszyscy chcą opijać, namawiają by robić parapetówkę. A na to u mnie gotowości jeszcze brak. Za to jest strach…
Trzeźwych 24.

Dodaj komentarz