Okres świąteczny i przełomowy, jakim jest Nowy Rok, jest ogromnym wyzwalaczem dla osób uzależnionych, nie tylko od alkoholu, ale od wszystkiego co wpływa na świadomość. Kilka osób z grupy wspierającej, do której należę, poległo. Nie udało się powiedzieć: „Nie! Nie piję, nie biorę!” w sytuacjach typu: „Jak to? W Święta się nie napijesz? W Sylwestra? Z rodziną? Tak normalnie, jak człowiek? No przestań!”.
U mnie było różnie, od totalnego zaprzeczenia niepodważalnego faktu, że mam problem z alkoholem, po pojawiające się siły z kosmosu i święte słowa: dzisiaj po prostu nie piję.
Nie wiem czy wiecie, ale dla alkoholików kluczowe są 24 godziny. Tylko na nich są skupieni, nie patrzą w przyszłość, walczą, by po prostu dzisiaj, tego dnia i tej nocy, nie pić.
Mimo ogromnej świadomości zasad, np. tego, że nie trzyma się żadnego alkoholu w domu, nie raczy nawet napojami typu 0% (co może szokować, one naprawdę mogą być wyzwalaczem). Ja piję czasami „zerówki”, ale to póki co trzyma mnie z daleka od piwa z procentami już ponad 8 miesięcy.
Trzeba być cały czas czujnym, bo licho nie śpi. Słucham bardzo dużo muzyki, różnorodnej. A z racji złamanego serca bliżej mi do tych tematycznie dobranych. Ostatnio na tapecie Pezet. I tak, zapętlając utwór „Obejmuję noce”, łapię się na tym, że podoba mi się fragment: „Wszystko się miesza jak Campari z lodem”. Ale nie tak zwyczajnie podoba. Ja wręcz zaczynam fantazjować o tym Campari, wizualizuję siebie, jak je piję i czuję ulgę, oglądam w Internecie butelkę i uważam, że to jedna z lepszych, jakie powstały. Zastanawiam się, czy w najbliższym sklepie mogę kupić jedną, a może lepiej dwie, bo przecież na pewno smakuje niebiańsko. I nagle następuje wyrwanie z tego obłędu, marzeń alkoholowych, walnięcie w głowę i głośne powiedzenie sobie: ja ci dam, kur** Campari! Trzeźwych 24.

Dodaj komentarz