Zniknęła ta jedna, przeznaczona mi osoba. Koniec.
Jakby świat popełnił błąd. Tylko kiedy? Jak to cofnąć?
Rozstanie nie było nagłe. Raczej ciche, rozciągnięte w czasie. Pełne niedopowiedzeń i prób ratowania czegoś, co już nie oddychało.
A jednak koniec zabolał jak amputacja.
Najtrudniejsze było to, że zniknęła wersja mnie, która przy tej jedynej osobie istniała. Gruchnęło we mnie wszystko.
Po rozstaniu zostaje cisza, która nie pyta, czy jesteś gotowy.
Zostają wspomnienia, które nie pasują już do teraźniejszości.
Najgorsze jest to, że wiesz, czujesz każdą komórką ciała, że to była miłość, na którą się czeka całe życie. A teraz jest tylko beznadziejność.
Nie mam odpowiedzi na to co się stało.
Wiem tylko, że odejście tej osoby było początkiem czegoś bolesnego, ale prawdziwego. I to trwa.
Nie chcę tak bardzo już niczego czuć.
Słyszę rady typu: „ktoś inny Cię uratuje”. Tylko ja nie chcę koła ratunkowego, chcę Ciebie! Rozumiesz?! A to niemożliwe, wiem..

Dodaj komentarz